Kilkanaście minut nawałnicy, kilkadziesiąt zniszczeń. Anatomia jednej szkody.
- Nad Polską utrzymuje się groźna aura – IMGW aktualizuje ostrzeżenia przed gwałtownymi burzami, gradem i nawalnymi opadami.
- Tylko w ciągu 3 dni czerwcowych dni (21-23.06) Państwowa Straż Pożarna interweniowała 3653 razy – zdecydowana większość akcji dotyczyła gwałtownych zjawisk atmosferycznych.
- To typowy początek sezonu, który rok temu zostawił po sobie najwyższe nominalnie wypłaty z ubezpieczeń szkód majątkowych (w tym żywiołowych) w historii polskiego rynku – 6,2 mld złotych.
- Firmy wyciągają z tego wnioski – coraz większą część rachunku za pogodę powoduje przestój, który następuje po szkodzie majątkowej.
Według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń po IV kwartale 2025 r. wypłaty odszkodowań z ubezpieczeń majątkowych firm i gospodarstw domowych wyniosły 6,2 mld zł, co oznacza ich wzrost o 0,9% r/r. Na wynik ten wpłynęły m.in. wypłaty związane z ubezpieczeniami rolnymi wiosną 2025 r. Według Swiss Re tzw. zagrożenia wtórne – w tym gwałtowne burze i powodzie – odpowiadały w 2025 r. za 92% strat ubezpieczonych na świecie. Same burze kosztowały ubezpieczycieli 51 mld dolarów, co czyni miniony rok trzecim najdroższym w historii pomiarów tego ryzyka.
- Lato 2026 zapowiada się dynamicznie. Prognoza długoterminowa IMGW wskazuje temperatury powyżej normy wieloletniej przy opadach w normie. Taki układ – upał napędzający gwałtowne burze, przerywany lokalnymi nawałnicami – to scenariusz, w którym ryzyko gradobicia i podtopień rośnie z każdym ciepłym dniem. W branży ubezpieczeniowej przygotowujemy się więc na dużą liczbę szkód o nieznanych rozmiarach. Trzeba pamiętać, że szkody pogodowe mogą bez trudu sięgać setek tysięcy czy nawet milionów złotych, a jedno zdarzenie może składać się nawet z kilkudziesięciu mniejszych – mówi Agata Kozieł, Dyrektor Zarządzająca ds. Biznesu korporacyjnego i Produktów SALTUS Ubezpieczenia.
Przykład szkody złożonej z kilkudziesięciu zdarzeń
Eksperci SALTUS Ubezpieczenia podają przykład tego rodzaju szkody. Doszło do niej w woj. lubuskim, w czasie pierwszej fali czerwcowych burz, przed którymi ostrzegały alerty RCB. Wskutek wichury i ulewnych deszczów szkody w mieniu firmy przemysłowej objęły prawie 30 różnych kategorii zniszczeń – m.in. zalanie hal produkcyjnych, magazynów, zerwanie dachu, przewrócenie drzew (w tym na budynki), uszkodzenie ogrodzenia czy wyrwanie bramy.
- To świeży, ale nie odosobniony przykład, bo taki scenariusz zdarza się coraz częściej. Zauważamy, że po doświadczeniach ostatnich dwóch lat przedsiębiorstwa przestały traktować ryzyka pogodowe jako coś mniej ważnego w kontekście innych ryzyk wynikających wprost z prowadzonej działalności gospodarczej, jak na przykład pożar czy wybuch. Wnioskują o konkretne definicje zdarzeń, pytają o limity i franszyzy, to zupełnie inna rozmowa niż jeszcze dekadę temu – dodaje Agata Kozieł.
Place składowe i instalacje pod lupą
Zmiana podejścia widoczna jest przede wszystkim w polityce zabezpieczania mienia. Firmy robią przegląd tego, co przez lata często pozostawało poza głównym obszarem ich zainteresowania: przeglądy obiektów budowlanych, instalacji elektrycznej i piorunochronnej, namiotów i towaru na placach składowych, instalacji fotowoltaicznych na dachach. Powód tych działań wynika z praktyki – mienie przechowywane pod tzw. chmurką albo w namiotach znajdujących się na placu zazwyczaj wymaga odrębnego uzgodnienia w umowie ubezpieczenia, a niedopilnowanie tego faktu wychodzi na jaw dopiero po zdarzeniu w postaci np. gradobicia czy huraganu.
Ubezpieczyciel, z którym klient wiąże się na lata, coraz częściej premiuje konkretne działania prewencyjne w postaci dofinansowania z funduszu prewencyjnego.
Przestój kosztuje więcej niż dach
Drugą lekcją, jaką firmy wyciągnęły z ostatnich sezonów, jest rosnąca świadomość ryzyka przerwy w działalności. Zerwany dach hali produkcyjnej to wydatek policzalny w kosztorysie. Trudniej policzyć tygodnie postoju linii, kary za niezrealizowane kontrakty i straconych klientów, którzy w tym czasie odeszli do konkurencji.
– W rozmowach z brokerami obserwujemy wyraźny wzrost zainteresowania ubezpieczeniem utraty zysku wynikającego z przerwy w prowadzonej działalności. Przedsiębiorcy zrozumieli, że odszkodowanie za mienie odbudowuje halę, ale nie odbudowuje utraconego przychodu ani stałych kosztów działalności, które firma ponosi mimo przerwy. Polisa business interruption domyka ten rachunek – chroni przewidywany zysk brutto i coraz częściej pokrywa zwiększone koszty działalności w ustalonym okresie odtwarzania firmy po szkodzie – dodaje Agata Kozieł.
Kontakt dla mediów
Marcin Kulig